COP27 więcej sprawiedliwości, mniej ambicji Przemysł i Środowisko

COP27: więcej sprawiedliwości, mniej ambicji

Tegoroczny szczyt klimatyczny odbywał się w szczególnym momencie, gdy na świecie mamy do czynienia z zestawieniem bardzo wieloma równoległymi kryzysami: kryzysem bezpieczeństwa wynikającym z rosyjskiej agresji na Ukrainę, kryzysem ekonomicznym wynikającym z inflacji, zagrożeniem bezpieczeństwa żywnościowego oraz energetycznego i oczywiście kryzysem klimatycznym, który dokłada się ze swoimi konsekwencjami do pogłębienia wszystkim pozostałych kryzysów. O sytuacji klimatycznej przy uwzględnieniu wspomnianych wyżej aspektów w egipskim Szarm el-Szejk na 27. konferencji ONZ w sprawie zmian klimatu COP27 dyskutowali delegaci z blisko 200 krajów.

W spotkaniu wzięli udział światowi przywódcy, m.in. prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, brazylijski prezydent elekt Lula da Silva, premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak. Chiny reprezentował specjalny pełnomocnik ds. dyplomacji klimatycznej Xie Zhenhua. Zabrakło przedstawicieli Indii i Rosji. Polskę reprezentował m.in. prezydent Andrzej Duda poruszając na forum m.in. kwestie związane z bezpieczeństwem energetycznym, ochroną środowiska i sprawiedliwą transformacją, efektywnością energetyczną. Uczestniczyliśmy również w dyskusji okrągłego stołu „Just transition”, okrągłego stołu „Water Security” oraz w dyskusji wysokiego szczebla „Promoting Climate Change Education”.

Ocena sytuacji bieżącej

Według najnowszego raportu ONZ „Szósta Globalna Perspektywa Środowiska (GEO-6)” [1] do 2030 roku globalne emisje zanieczyszczeń wzrosną o 10,6 proc. w stosunku do ich poziomu z 2010 roku. To nieznacznie lepsza prognoza niż ta, którą nakreślono w czasie ubiegłorocznej konferencji w Glasgow (wzrost śladu klimatycznego o prawie 14 proc.). Poprawa jest skutkiem nowych zobowiązań przedstawionych przez 24 kraje, w tym Australię, Indonezję i Koreę Płd. Rozdźwięk między scenariuszem wynikającym z planów krajowych a trajektorią, która zapewniłaby okiełznanie ocieplenia, pozostaje jednak ogromna. Obecna ścieżka, którą podążamy, przekłada się na wzrost średnich temperatur o około 2,5 st. C. Aby utrzymać poziom wzrostu temperatur w granicach wyznaczonych w porozumieniu klimatycznym z Paryża [2] – 2 st. C, a optymalnie 1,5 st. C w porównaniu ze średnią przedprzemysłową (1850-1900), potrzebne byłoby zaostrzenie istniejących zobowiązań emisyjnych o kolejne 30 proc. do 45 proc. Bez tego, zdaniem naukowców, światu będzie grozić kaskadowa eskalacja kryzysu klimatycznego.

Kwestie klimatyczne, środowiskowe są obecnie w bardzo mocny sposób powiązane także z kwestiami bezpieczeństwa energetycznego, bezpieczeństwa dostaw, kwestiami żywnościowymi i globalną polityką. Sytuacja polityczna kształtuje koszty energii, wywołuje kryzys żywnościowy, który także jest pogłębiany przez kryzys klimatyczny, przynosi również wzrost kosztów życia na całym świecie. Na tę sytuację nakładają się klęski żywiołowe, będące następstwem zmian klimatu. Konsekwencją rosyjskiej agresji jest opóźnienie w transformacji klimatycznej i w osiągnięciu zamierzonych celów. Spowodowała ona także dodatkowe emisje, przekraczające te generowane w ciągu roku przez niejeden rozwijający się kraj. Według wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) dotyczących klimatycznego kosztu wojny w Ukrainie, w umiarkowanym scenariuszu, emisje gazów cieplarnianych spowodowane rosyjską inwazją można oszacować na 212,7 mln ton ekwiwalentu CO2, co stanowi odpowiednik 6 proc. tegorocznego śladu klimatycznego całej UE i ponad połowę rocznych emisji Polski. Na ten bilans składają się m.in. pożary spowodowane działaniami wojennymi, wymuszone konfliktem ruchy ludności oraz zniszczenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej i gazowej. Biorąc pod uwagę prognozy notowań CO2 w unijnym systemie ETS przybliżona wartość emisji związanych z wojną może sięgnąć kilkunastu miliardów euro. PIE wskazuje również na znaczenie zielonej odbudowy Ukrainy, która może pozwolić na uniknięcie około 115 mln ton emisji wartych niemal 9 mld euro.

Wygląda na to, że znaleźliśmy się między młotem a kowadłem – wiele krajów, w tym Stany Zjednoczone i państwa Unii Europejskiej (UE), wzywa do zwiększenia dostaw paliw kopalnych, aby pomóc w spadku cen konsumenckich energii. Jednak dążenie to może spowodować opóźnienia w światowych przemianach na rzecz czystszej energii. Ponadto budżety zachodnich krajów zostały uszczuplone przez ogromne wydatki na ochronę obywateli przed ekonomicznymi skutkami inwazji Rosji na Ukrainę. Jak dotąd, tylko dwa małe kraje zaoferowały finansowanie szkód klimatycznych, jakie dotknęły niezamożne państwa. Dania obiecała około 13 mln dolarów, a Szkocja około 2,3 mln dolarów. Tymczasem szacuje się, że szkody związane ze zmianami klimatu osiągną 580 mld dolarów do 2030 roku, a później – wraz z rosnącą temperaturą – będą one coraz większe. W perspektywie półwiecza można liczyć się z wydatkami na poziomie biliona dolarów rocznie.

Poczucie solidarności czy poczucie winy?

Rozmowy na COP27 zdominowane zostały przez temat rekompensat za szkody związane z globalnym ociepleniem dla biedniejszych krajów, które de facto choć najmniej szkodzą środowisku, ponoszą największe koszty wynikające ze zmian klimatu. Ta kontrowersyjna kwestia została umieszczona w porządku obrad po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia rozmów klimatycznych dekady temu.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że na zeszłorocznym szczycie COP26 w Glasgow [3] państwa o wysokich dochodach, w tym Stany Zjednoczone i kraje Unii Europejskiej, zablokowały propozycję stworzenia organu rekompensującego finansowo szkody spowodowane zmianami klimatu, za które kraje rozwijające się ponoszą nikłą odpowiedzialność. Co sprawiło, że w tym roku temat rekompensat stał się dominującym? Czy przyczyną były tegoroczne powodzie w Pakistanie, które spowodowały szkody szacowane na ponad 30 mld dolarów (ponad 2 proc. pakistańskiego PKB) i pozbawiły dachów nad głowami setki tysięcy osób, czy raczej wobec sytuacji geopolitycznej i kryzysu energetycznego, które sprawiły, że rozmowy o ograniczeniu emisji utknęły w impasie, wybrano niełatwy temat zastępczy?

Do tej pory usankcjonowane międzynarodowo kierunki finansowania klimatycznego dla państw rozwijających się były dwa: łagodzenie zmian klimatu, a więc przede wszystkim wysiłki zmierzające do obniżenia emisji gazów cieplarnianych, i adaptacja, czyli inwestycje w przygotowania się na skutki zmian, budowanie odporności itp. Teraz dołącza do nich pomoc w obliczu już poniesionych strat. Najważniejszą decyzją jaka zapadła w czasie COP27 było utworzenie nowego funduszu „Straty i zniszczenia” wspierającego kraje borykające się ze skutkami zmiany klimatu. Ma on stać się trzecim filarem zielonego finansowania, które płynie od krajów zamożnej Północy (państwa Europy Zachodniej, USA, Kanada, Japonia, Australia) do państw rozwijających się biednego Południa (państwa Ameryki Łacińskiej, południowo wschodniej Azji, Afryki), obok wysiłków zmierzających do hamowania ocieplenia i jego następstw, oraz adaptacji, czyli inwestowania w szeroko pojętą klimatyczną odporność. Szacuje się, że potrzeby związane z odbudową po coraz częstszych i kosztownych katastrofach naturalnych tylko w krajach rozwijających się mogą w tej dekadzie sięgnąć 290–580 mld dol. rocznie, czyli co najmniej trzykrotność środków zmobilizowanych dotąd na finansowanie klimatyczne w ramach mechanizmów ONZ. Unia Europejska zarezerwowała już w budżecie pierwsze 60 mln euro na tego typu pomoc. 

Kraje globalnej Północy i globalnego Południa Przemysł i Środowisko

Kwestią intensywnie dyskutowaną w Egipcie były nowe źródła finansowania pomocy dla krajów doświadczających zniszczeń i strat klimatycznych. Ilu polityków – tyle pomysłów. Zdaniem sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa rozwiązaniem mógłby być program umarzania długów w zamian za odbudowę po katastrofach. O zadłużeniu mówił m.in. prezydent Senegalu Macky Sall, który zwracał w tym kontekście uwagę na to, że większość dostępnego obecnie finansowania zielonych inwestycji ma formę pożyczek. Według niego pomoc powinna być bezzwrotna. Emmanuel Macron wzywał z kolei do reformy instytucji finansowych, na czele z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, które – jak przekonywał – powinny obejmować zawieszenie spłaty długów przez kraje dotknięte losowymi zdarzeniami klimatycznymi. Kolejną propozycją, która pojawiła się podczas rozmów w Szarm el-Szejk, było pozyskanie środków na finansowanie klimatyczne z nowych podatków z nadzwyczajnych zysków sektora paliw kopalnych. Organizacja humanitarna Oxfam przekonywała z kolei, że środki należałoby pozyskać poprzez opodatkowanie majątku multimiliarderów, z którego można by wygenerować nawet 1,4 bln dol. rocznie.

W szkicu wspólnego stanowiska UE i nieformalnej grupy krajów rozwijających się G77, której przewodniczy Pakistan, wskazano również programy umarzania zadłużenia, ubezpieczeniowe czy środki z opodatkowania zysków sektora paliwowego. Zasygnalizowano także, że na wsparcie nie będą mogły liczyć automatycznie wszystkie państwa klasyfikowane jako rozwijające się, tylko te uznane za szczególnie zagrożone. W ten sposób – nie wprost – porozumienie odnosi się do kontrowersyjnej kwestii statusu dużych gospodarek (i znaczących emitentów gazów cieplarnianych), które mocno wzbogaciły się w ostatnich dekadach, takich jak Chiny, Korea Południowa czy niektóre kraje arabskie. Gdzie w praktyce będzie przebiegała granica i jak zostanie zdefiniowane grono płatników funduszu, pozostaje na razie nierozstrzygnięte. Wypracowanie kompromisu będzie należało do głównych zadań powołanej przez szczyt komisji, której rekomendacje mają zostać zaprezentowane na przyszłorocznym COP28 w Dubaju. Zadanie nie będzie łatwe, ponieważ Chiny i mniejsze gospodarki wschodzące opierają się przed choćby częściowym objęciem zobowiązaniami finansowymi.

A co z redukcją emisji?

Efekty COP27 w zakresie tradycyjnych priorytetów, czyli redukcji emisji są raczej rozczarowujące. Nowy fundusz jest ważny, ale nie stanowi rozwiązania na miarę wyzwań, przed którymi stoimy. Nie pomoże małemu krajowi wyspiarskiemu zmytemu z powierzchni Ziemi przez kryzys klimatyczny czy państwu afrykańskiemu zamienionemu w pustynię. Podtrzymane zostały niektóre postanowienia z ubiegłorocznego szczytu w Glasgow, takie jak: coroczna aktualizacja planów klimatycznych oraz dążenie do utrzymania ocieplenia w granicach 1,5 st. C, który to próg, według większości naukowców, ma pozwolić na uniknięcie najbardziej bolesnych i nieodwracalnych konsekwencji zmiany klimatu. Ostatnie wyliczenia klimatologów wskazują, że cel ten wymyka się z naszych rąk. Już obecne temperatury są o ponad 1,1 st. C wyższe niż średnia z okresu poprzedzającego uprzemysłowienie.

Nie udało się też dojść do konsensusu co do zapisów mówiących o odejściu od paliw kopalnych. Delegaci zgodzili się na odnotowanie roli technologii niskoemisyjnych w transformacji, co można interpretować jako ukłon w stronę gazu ziemnego, postrzeganego jako czystsze paliwo kopalne, oraz technologii wychwytu i magazynowania emisji.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej (KE) Frans Timmermans zapowiedział nieznaczne podniesienie celu redukcji emisji do końca dekady (roku 2030) – z 55 do 57 proc. w porównaniu do poziomu z roku 1990, jako efekt nieformalnie uzgodnionych już w UE aktów legislacyjnych z pakietu „Fit for 55” m.in. w sprawie planu eliminacji ze sprzedaży nowych aut spalinowych do 2035 r. oraz celów dotyczących pochłaniania dwutlenku węgla m.in. przez lasy. Oficjalne przyjęcie przepisów wymagać będzie jednak przegłosowania w europarlamencie i w Radzie UE (przez przedstawicieli państw członkowskich). Tymczasem deklaracje wiceszefa KE zostały odebrane krytycznie zarówno przez część państw członkowskich UE, które nie są w stanie jeszcze bardziej zredukować emisji w tak krótkim czasie, jak również przez organizacje ekologiczne, które z kolei uznały ambicje UE za niewystarczające, ponieważ ich zdaniem pułap redukcji emisji powinien zostać podniesiony do 65 proc.

Podsumowując

Rozmowy o klimacie stają się w istocie rozmowami o pieniądzach, a nie konkretnych działaniach, a to nie wróży nic dobrego. Pieniądze budzą chciwość, o pieniądze łatwo się kłócić, a kwoty zapisane tylko na papierze, nie przeznaczane na realne działanie, niewiele zmieniają. Analizując różne źródła relacjonujące COP27 [4] można też zauważyć, że dość niefrasobliwie zaokrąglamy kolejne miliardy dolarów, które miałyby zmienić kondycję klimatyczną naszej planety. Warto zadać sobie pytanie: skąd pochodzić będą te pieniądze?

Globalnie świat trwa w tak dużym zapętleniu gospodarczo-politycznym, że prawdopodobnie, niezależnie od ilości pieniędzy wpompowanych w ratowanie sytuacji klimatycznej, nie uda nam się zatrzymać zmian klimatycznych. Czy możliwe jest skończenie z klimatyczną hipokryzją skoro bogate państwa mogą chwalić się osiągnięciami w ograniczeniu emisji dzięki przeniesieniu produkcji do krajów mniej rozwiniętych, dzięki której to produkcji kraje te mogą się rozwijać?

Rozważanie globalnej sytuacji klimatycznej przyprawia o ból głowy, warto więc przede wszystkim skoncentrować się na lokalnym wycinku naszej klimatycznej rzeczywistości podejmując świadome i efektywne działania, które poprawiają kondycję ekologiczną naszego otoczenia. Jeśli każdy z nas zacznie od siebie, razem mamy szansę coś zmienić na większą skalę.


[1] Szósta Globalna Perspektywa Środowiska (GEO-6) Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska https://www.unep.org/resources/global-environment-outlook-6    [dostęp: 2022-12-13]

[2] Porozumienie paryskie  https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:22016A1019(01)&from=PL [dostęp: 2022-12-13]

[3] Pełen tekst końcowego dokumentu z COP26 w Glasgow: https://unfccc.int/sites/default/files/resource/cop26_auv_2f_cover_decision.pdf [dostęp: 2022-12-13]

[4] Podsumowanie COP27 https://www.consilium.europa.eu/pl/meetings/international-summit/2022/11/07-08/ [dostęp: 2022-12-13]

Podziel się:

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *